Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauczyciel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauczyciel. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 października 2016

Pierwsza porcja frustracji. Albo flustracji.


Moja koleżanka DB uświadomiła mi dziś, że nie ma się z czego cieszyć. Rozmawiałyśmy o naszym, szumnie niżej zapowiedzianym, powrocie, zastanawiałyśmy się, czym by tu uraczyć błyskotliwie wszystkich szanownych Czekających. I wtedy DB wyznała, że od wczoraj próbuje znaleźć coś radosnego albo chociaż przyjemnego, czym by tu można się popisać i nic, nic nie ma. Stwierdziłam w duchu, że ja na pewno coś takiego znajdę. Na pewno; jestem w końcu dość pogodnym i nienarzekającym człowiekiem. To było rano.

Jest 17.59 i wciąż jeszcze nie znalazłam. Mam oczywiście wiele intymnych, prywatnych, rodzinnych powodów do szerokiego uśmiechania się, ale nic, czym można by zająć uwagę Czekających.

Pozostaje mi więc najstarszy z możliwych sposobów pocieszenia się: otóż INNI MAJĄ GORZEJ. Wracam myślą do niedawnej wizyty trzech przesympatycznych nauczycielek języka polskiego z Ukrainy, z którymi miałyśmy przyjemność dzielić się doświadczeniami. Mówią o Polsce to, co my mówiliśmy o Zachodzie dwadzieścia lat temu. Wszystko im się tu podobało, nasza szkoła w ich oczach wygląda "jak z amerykańskiego filmu", wszędzie jest tak czysto, a drogi są takie równe. Miały oczywiście pełną świadomość, że jesteśmy ciągle  krajem na dorobku, ale i tak nasz poziom życia i możliwości są dla nich zdumiewające. Wyobraźcie sobie pensję wykształconego człowieka wynoszącą równowartość 70 euro, przy cenach bardzo zbliżonych do naszych. Życie i mieszkanie z rodzicami, bo nie ma szans na samodzielne utrzymanie się, o zdobyciu własnego mieszkania nie wspominając. I wszechobecną korupcję. Dla mnie zdumiewający był ich zapał do uczenia się, samorozwoju. Który rodak jechałby pociągiem 17 godzin do Lwowa, aby wsiąść w następny pociąg i jechać do Warszawy i z Warszawy do Łodzi? Stąd już szczęśliwie dziewczyny zostały odebrane i przywiezione do Miasta, Którego Nazwy Nie Wypowiem. Spędziły z nami cztery dni. Dni, jak sądzę, bardzo przyjemnie, intensywnie i owocnie spędzone.

A zatem: precz flustracjo! Nie jest źle. Żeby tylko bliźni do oczu i gardła nie skakał za to, że myślę sobie o świecie trochę inaczej niż on. Ale o tym innym razem.
AJ