Mieliśmy wygrać, ale wyszło jak zawsze. Nie pomogły tysiące
oddanych kibiców, miły sędzia (nie pozwolił „dyskutować” przeciwnikom), zaledwie dziesiątka Greków. Ale cudu nie było.Lubimy jako naród wierzyć w cuda, więc zapewne we wtorek znów zasiądziemy przed
ekranami z zupełnie nową, świeżutką nadzieją.
Zastanawia mnie skąd u nas takie pokłady owej irracjonalnej nadziei, skoro
nieustannie jest wystawiana na szwank? Widocznie to zapisane w genach historyczne porażki zahartowały kolejne pokolenia. Obserwując dzisiejszy dzień pełen
entuzjazmu, planów, biało – czerwonej radości dałam się ponieść nastrojowi
chwili, co u mnie rzadkie, bo do bogoojczyźnianych uniesień nie jestem skłonna. Uwiodła mnie jednak atmosfera narodowego pikniku na rynku Miasta, Którego
Nazwy Nie Wypowiadam, wzruszył mazurek Dąbrowskiego i przebierańcy w najróżniejszych
przedziałach wiekowych. Nie warto było zakłócać nastroju chwili malkontenctwem,
więc najwięksi sceptycy szukali argumentów dla rozbuchanych marzeń o wygranej. Widać w narodzie tęsknotę za powodem do dumy. Dał go Małysz, dał Kubica, dała Radwańska. Ale naród chce być też wreszcie dumny z futbolowych orłów. Więc kiedy wybiła
godzina W, wuwuzele poszły w ruch, kończyny górne również, rosnące napięcie przekładało się na ilość wypijanego piwa, szczęście było tak blisko, ale jak zawsze nie dość blisko. Ostatecznie pozostał kac po przesadnie zaaplikowanym marzeniu. Mecz Czechy-Rosja nie pozwala mieć złudzeń co do wtorkowych zmagań, ale jak wspomniałam i tak zasiądziemy do niego z nowiutką nadzieją. W tym jesteśmy bezkonkurencyjni.DB
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzieja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 czerwca 2012
Kac po przesadnie zaaplikowanej nadziei
Mieliśmy wygrać, ale wyszło jak zawsze. Nie pomogły tysiące
oddanych kibiców, miły sędzia (nie pozwolił „dyskutować” przeciwnikom), zaledwie dziesiątka Greków. Ale cudu nie było.Lubimy jako naród wierzyć w cuda, więc zapewne we wtorek znów zasiądziemy przed
ekranami z zupełnie nową, świeżutką nadzieją.
Zastanawia mnie skąd u nas takie pokłady owej irracjonalnej nadziei, skoro
nieustannie jest wystawiana na szwank? Widocznie to zapisane w genach historyczne porażki zahartowały kolejne pokolenia. Obserwując dzisiejszy dzień pełen
entuzjazmu, planów, biało – czerwonej radości dałam się ponieść nastrojowi
chwili, co u mnie rzadkie, bo do bogoojczyźnianych uniesień nie jestem skłonna. Uwiodła mnie jednak atmosfera narodowego pikniku na rynku Miasta, Którego
Nazwy Nie Wypowiadam, wzruszył mazurek Dąbrowskiego i przebierańcy w najróżniejszych
przedziałach wiekowych. Nie warto było zakłócać nastroju chwili malkontenctwem,
więc najwięksi sceptycy szukali argumentów dla rozbuchanych marzeń o wygranej. Widać w narodzie tęsknotę za powodem do dumy. Dał go Małysz, dał Kubica, dała Radwańska. Ale naród chce być też wreszcie dumny z futbolowych orłów. Więc kiedy wybiła
godzina W, wuwuzele poszły w ruch, kończyny górne również, rosnące napięcie przekładało się na ilość wypijanego piwa, szczęście było tak blisko, ale jak zawsze nie dość blisko. Ostatecznie pozostał kac po przesadnie zaaplikowanym marzeniu. Mecz Czechy-Rosja nie pozwala mieć złudzeń co do wtorkowych zmagań, ale jak wspomniałam i tak zasiądziemy do niego z nowiutką nadzieją. W tym jesteśmy bezkonkurencyjni.DB
Subskrybuj:
Posty (Atom)
