Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 stycznia 2012

Demokracja?

UWAGA! Treść poniższego posta może urażać uczucia religijne, nie jest to jednak celem autorki.

 W 2009 roku artystka Doda stwierdziła w wywiadzie, że bardziej wierzy w dinozaury niż  w Biblię, bo trudno wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła. W 2012 roku za te słowa została artystce Dodzie wymierzona kara: 5 tysięcy złotych grzywny. Nie przepadam za tą piosenkarką, obca mi jest konwencja jaką wybrała do prezentowania swych wokalnych uzdolnień, obcy mi jest także jej sposób bycia i wysławiania się, jednak wyrok mokotowskiego sądu to kuriozum i żenada. Doda obraziła uczucia religijne Ryszarda Nowaka, przewodniczącego jednoosobowego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i senatora Stanisława Koguta. Ten pierwszy wcześniej przegrał w sądzie, gdy jego uczucia obraził Adam Darski, drąc Biblię w prymitywnym geście artystycznym. Tym razem dopiął swego i niepokorna Dorota Rabczewska została przykładnie ukarana.

Oto brzmienie przepisu z art. 196 Kodeksu Karnego:
"Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."

Istotne wydaje mi się zestawienie go z innym, zapisanym w Konstytucji, a więc nadrzędnym akcie prawnym:
 "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji" (Konstytucja RP z 2 IV 1997 r. w art. 54, ust. 1).

Odpowiedź na pytanie, które prawo ma pierwszeństwo w państwie demokratycznym nie powinna nastręczać trudności. Wątpliwości nie ma także Trybunał Konstytucyjny:
"W państwie demokratycznym ewentualna sprzeczność między prawem jednostki do wyrażania sądów niepopularnych, rożnych od poglądów większości, a prawem większości do ochrony swych wartości winna być rozstrzygnięta na korzyść pierwszego prawa" (sędzia Trybunału Konstytucyjnego prof. dr hab. Kazimierz Działocha, zdanie odrębne do orzeczenia TK z 30 I 1991, K. 11/90, Państwo i Prawo, nr 5/91) cytaty zaczerpnięte z artykułu M. Agnosiewicza, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,369

W jakim kraju zatem żyjemy, jeśli wyrażenie (prostackie, to prawda) poglądu, zostaje poddane karze?  Odrębną kwestią pozostaje wyrażenie: uczucia religijne i próba ich prawnej ochrony. Uczucia religijne, czyli co? Czy możliwe jest prawne sankcjonowanie emocji, wewnętrznych stanów psychicznych człowieka? Dlaczego  nie chronić prawnie innych uczuć: miłosnych, macierzyńskich, patriotycznych?

Poza tym wyrok ten zakłada uprzywilejowaną pozycję wierzących, katolików, dodajmy, gdyż nie tolerują oni w większości żadnej innej wiary. Nie słychać o wyrokach za obrazę uczuć religijnych grekokatolików, prawosławnych, buddystów, muzułmanów, których kult religijny nazywany jest powszechnie, na szkolnych katechezach chociażby, działaniem sekciarskim. Wynika stąd, że obrazić można w Polsce uczucia wyłącznie katolickie, inne nie podlegają obrazie. Ponadto katolicy powinni wreszcie przyjąć do wiadomości, że obok nich żyją też agnostycy i ateiści, a w państwie demokratycznym wszyscy są równi i mają prawo do swoich przekonań. Kwestionować można sposób ich prezentowania i, tak jak napisałam, słowa Dody były prymitywne po prostu.

Jeśli tak łatwo jest obrazić uczucia religijne, to może nie są one zbyt silne?

Tylko raz modliłem się do Boga, krótko: „O, Panie, spraw, by moi wrogowie się ośmieszyli”. Bóg mnie wysłuchał. Francois Marie Arouet, osiemnastowieczny filozof i pisarz, wróg kleru, deista, znany szerzej jako Wolter.

AJ

PS Chciałabym być dobrze zrozumiana, katolicyzm w wydaniu obu panów to katolicyzm potoczny, powierzchowny, ciasny i przeciwko takiemu napisałam ten tekst. Napiszę tekst przeciwko każdemu zawężającemu horyzonty poglądowi.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Trochę po czesku, trochę po polsku

Od piątku obiecuję sobie, że nie tknę tego tematu, ale jednak. W piątek bowiem, na spotkaniu sdkf-u, obejrzeliśmy "Ostatnie kuszenie Chrystusa" M. Scorsese. Nie ukrywam, że liczyłam na nieco większe zainteresowanie, ale zdaję sobie sprawę, że sztuka filmowa w tym wydaniu łatwą sprawą nie jest. W związku z czym nie dla każdego.Podniosła mnie na duchu natomiast dyskusja po filmie, okazało się, że możemy się ładnie różnić, umiemy rozmawiać na drażliwe tematy, nie dogadamy się wprawdzie, ale i to jest cenne, bo w różnorodności tkwi siła dialogu. A ten mam nadzieję będzie trwał. Piszę o tym, bo piątek pokazał, że w naszej szkole o ten dialog wcale nie jest tak łatwo. Myślę o kontrowersyjnym plakacie zapowiadającym film, który ocenzurowano i próbowano zdjąć w imieniu rzekomo większej części oburzonych uczniów. Ci ostatni jakoś nie wypowiadali się na ten temat, sądzę, że raczej bardziej na skutek obojętności niż lęku. W obronie wartości katolickich padły poważne słowa, mocne zarzuty, z którymi trudno polemizować, bo były poniżej pasa. I właśnie dlatego miałam odpuścić sobie, ale sprowokowały mnie dwa artykuły w sobotniej wyborczej, przeczytane przed chwilą.
Pierwszy to zabawna i pouczająca rozmowa dwóch Czechów*  - księdza Tomáša Halika (którego książkę Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą bardzo polecam) z kontrowersyjnym artystą Davidem Černým. Żeby dobrze uchwycić  kontekst tej rozmowy należy w tym miejscu wyguglać w grafice nazwisko tego ostatniego i przyjrzeć się jego pracom, aby było wiadomo, z kim mamy do czynienia. Podtytuł wywiadu brzmi mniej więcej: Rzeźbiarz pyta, dlaczego nie może uprawiać seksu przed ślubem, a ksiądz - dlaczego artysta ciągle o tym seksie.W artykule pada wiele mądrych zdań, ale mnie uderzył ton tych wypowiedzi - rzeczowy, sympatyczny, czasami ironiczny, czasem prowokujący, ale zawsze pełen szacunku dla rozmówcy, choć obaj stali na niewzruszonych stanowiskach. Zdecydowanie piłka była przy Haliku, ale to inteligentny gracz, nie tylko ksiądz, ale i teolog, psycholog, profesor socjologii. Człowiek, który na pytanie dziennikarki "co będzie z nami niewierzącymi po śmierci?" odpowiada, podpierając się cytatami z Biblii, że  "nie jest tu kwestią najważniejszą religia, przekonanie ani nawet formalna przynależność do Kościoła, istotna jest raczej wiara, która wyraża się w miłości (...) wiara bez czynów jest martwa". Ksiądz, który rozumie prowokacje artystyczne rzeźbiarza i choć przeszkadza mu w nich nadmiar seksualności , to potrafi o nich rzeczowo i z akceptacją dyskutować. Broni współczesnego Kościoła, jednocześnie nazywając jego zbrodnie po imieniu. Kto u nas tak potrafi? Trudno zapomnieć awanturę, jaką wywołała rzeźba przedstawiającą Jana Pawła II przygniecionego meteorytem  Włocha Maurizia Cattelana, która podczas ekspozycji w warszawskiej Zachęcie została "zaatakowana" przez prawicowego posła. Katolicy w USA (gdzie została sprzedana za rekordową sumę) okrzyknęli ją raczej dziwną niż antykatolicką. W Polsce  natomiast zawsze padają od razu zarzuty o atak na wartości. Tyle, że trzeba umieć "odróżniać symbole od tego co one  symbolizują". To też Halik ( a dokładnie za mistycznym teologiem Dionizym Areopagitą).
A jednak u nas też można! Przekonuje o tym drugi tekst, który wpadł mi w oko - recenzja książki "Bóg, kasa i rock'n'roll" Sz.Hołowni i M. Prokopa*. Znów dla niewtajemniczonych proponuję najpierw sprawdzić nazwisko zwłaszcza Hołowni, bo to nie tylko prowadzący "Mam talent". I tu też gadał wierzący z ateistą, ale jak! Dziennikarka pisze: "spotkanie świata wiary ze światem niewiary zawsze jest abstrakcyjne intelektualnie, zawsze iskrzy i prowokuje (...) pomaga rozbić mury dzielące pozamykane i odległe od siebie światy, (...) można się dogadać, pospierać, powymądrzać i pożartować bez naigrywania się, lekceważenia, opluwania". Panowie rozgrywają temat po męsku, bez sentymentów (Prokop pyta Hołownię "skąd masz pewność, że nie jesteś w gronie fanów Elvisa, który bywa widywany w różnych miejscach świata?"), ale nikt się święcie nie oburza, pewność swoich poglądów nie pozwala im na brak szacunku wobec siebie. 
Ani Hołowni, ani Halika nie oburzyłby plakat w naszej szkole, co najwyżej stwierdziliby, że im się artystycznie nie podoba, ale do tego trzeba posiadać albo czeskie poczucie humoru, albo po prostu nieco szersze horyzonty.
Czytajmy zatem mądrych ludzi, uczmy się od nich tolerancji i trudnej sztuki akceptacji inności i dyskutowania o niej, a nie niszczenia czegoś co   w y d a j e  nam się, że gorszy innych. 
DB
                                                 

 David Cerny "Jesus Christ Kit"

*Aleksandra Klich, Opowiem ci o mojej Ewangelii, Renata Kalenska, Rzeźbiarz ciosa księdza, "Gazeta Wyborcza Magazyn Świąteczny", 2012 Nr 17