Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łęcka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łęcka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2012

Baby i dziady maturalne

Weekend pod znakiem sprawdzania matur! To najbardziej przykre dni w życiu nauczyciela-egzaminatora. Po pierwsze dlatego, że wiosna wróciła, a można ją oglądać  od 9 do 18 jedynie zza okna obskurnej szkoły, w której zgromadzonych zostało kilkuset dobrowolnych siłaczy i siłaczek (nazywam nas  tak, bo jakkolwiek otrzymujemy gratyfikację finansową za naszą mękę, to poziom absurdu i zalew głupoty, płynący ze sprawdzanych prac jest niewspółmierny do zaproponowanej kwoty.) Po drugie kondensacja ludzkiej ignorancji, prymitywizmu intelektualnego i jednocześnie abstrakcji powoduje groźny dla zdrowia psychicznego uraz – z trudem mijający. Po trzecie zabiegi, których dokonujemy, aby jednak tylko 20%, a nie jak nakazuje uczciwość, dwa razy więcej, prac uznać za niezdane, to istna ekwilibrystyka. Po czwarte bardzo trudno opanować najwyższy poziom frustracji, gdy po raz enty podkreśla się ten sam błąd rzeczowy, np. że Joanna Podborska miała syna Hendryka (pisownia autentyczna) lub męża Judyma, który ją zostawił z tymże synem, a Łęcka, też z mężem – Tomaszem, żyła sobie pośród bogatych pierzyn, jedbanów i hebantów (oryginał!), Joanna -ten kielecki twór-zarabiała na ulicy, wysiewając tajemnice wiedzy itd, itd . Nie oczekuję współczucia, sama sobie los wybrałam, ale też pozbyłam się tego uczucia wobec osób, które tę maturę obleją. Na własną, opisaną w 250 słowach idiotyzmów, prośbę. DB