Jutro święto miłości (i wszechkonsumpcjonizmu), więc wcale nie od parady będzie niedawna wypowiedź przewielebnego bp. Pieronka na temat namiętności: "Sprawa pedofilska była na świecie, jest i będzie. Żadna siła nie
powstrzyma człowieka od tego, żeby korzystać z możliwości, jakie daje
człowiekowi wolna wola i do czego go pchają namiętności. Przepraszam
bardzo, świata nie zmienimy”. Ten sam biskup, jako przedstawiciel kościoła nazywa homoseksualizm zboczeniem, chorobą lub tymczasową niezdrową modą, ale pedofilstwo uznaje za namiętność. Ta kuriozalna wypowiedź obnaża nieustającą arogancję władz kościelnych, które zamiatają pod dywan ten obrzydliwy proceder lub - jak słychać powyżej - bagatelizują usprawiedliwiając wolną wolą. Tylko kogo? Gwałconego dziecka, które brzemię cudzych "namiętności" będzie nosiło do końca życia? Wypowiedź Pieronka była wpleciona w komentarz do abdykacji Benedetto , który najwyraźniej nie uniósł krzyża win organizacji, której przewodził, bo pomimo konsekwentnego milczenia, sprawa spod dywanu wyłazi. Ofiary nie chcą milczeć, a kościół nie chce bić się w pierś. Sytuacja zbyt trudna dla osiemdziesięcioparoletniego człowieka, więc "wykazując się człowieczeństwem" abdykuje, robiąc sobie tym samym doskonały PR. No bo wydawało się, że przebić czymkolwiek JP II jest niemożliwe, a jednak... Zejść dobrowolnie z dożywotniego świecznika zapewnia pamięć na stulecia. Szacunek! Żeby było jasne - dla pomysłu, nie dla wykonawcy. Bo problemów nie zabierze ze sobą, a jego urzędnicy, tacy jak wspomniany biskup, będą z cynizmem usprawiedliwiać zbrodnie. DB
