środa, 29 sierpnia 2012

O warunkach - koniecznych i zbytecznych

Choć finałowe odliczanie dopiero zaczęte, pożegnalne imprezy dopiero planowane, do pierwszego dzwonka jeszcze chwila, to dzisiejszy dzień w szkole był wypełniony niezdrową atmosferą lęku, oparami wzmożonego stresu i minorowymi nastrojami zainteresowanych – krótko mówiąc: egzaminy poprawkowe. Stan przygotowania zróżnicowany, podobnie jak sposób podejścia do sprawy. Zgadzam się, że wakacje nie są najlepszym terminem do wkuwania czegokolwiek, ale każdy ze zdających  dziś miał wybór. Ocena dopuszczająca jest w zasięgu każdego, nawet średnio  roz- i  ogarniętego człowieka. Można więc wnioskować, że niektórzy lubią podwyższony stan adrenaliny i świadomie fundują sobie przeszkody. Duża część tych ryzykantów w rzeczywistości nie ryzykowała nic, zadbała o to minister Hall, wprowadzając promocję warunkową. Równie groteskowy pomysł jak Giertychowska amnestia maturalna. Tzw. warunek kojarzy mi się ze zwolnieniem warunkowym z zakładu karnego. Tyle,  że tam należy sobie zapracować na wyjście, a tu wręcz przeciwnie – można robić nic. Jedno wszakże jest wspólne – zwolniony więzień i warunkowy uczeń są na cenzurowanym. Drugiej szansy nie będzie. W tzw. dorosłym życiu zwłaszcza nie. Skąd więc pomysł, żeby fundować młodym ludziom ułudę w postaci zgody na brak odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji? W wyżej wspomnianym tzw. dorosłym życiu  istnieją głównie warunki konieczne, czasami wystarczające. Zawsze jednak wysoko moralnie  i etycznie oprocentowane. Te szkolne natomiast uczą cwaniactwa i kombinowania. Na studiach można będzie kontynuować proceder.

Ale w końcu za zgodą samego ministerstwa EDUKACJI.
Ps. Gratulacje dla tych, którzy zachowali się dziś przyzwoicie i nie trzeba było zniżać się do żadnych warunków.
DB

Pourlopowy niepokój

Szanowni Czytelnicy, wracamy. Koniec złudnej nadziei, że ten upajający stan wolności może trwać wiecznie. Czekaliśmy na wakacje, potem były wakacje, ale już ich niestety NIE MA. Liczę sobie powakacyjne zyski i straty, w poczet tych ostatnich wpisując fakt, że dobre musiało się skończyć. Powrót z wakacji to nie tylko powrót do codziennych, skrupulatnie zaplanowanych obowiązków, rytmu dnia, którego początek przez 5 dni w tygodniu obwieszcza nienawistny dźwięk budzika, to powrót do konwencji, wymuszonych relacji, trudnej sztuki codziennej dyplomacji, zderzania się z opiniami innych,  do rzeczywistości politycznej, której dłużej nie można ignorować. Fajnie było poudawać, że tego nie ma, że jest się wolnym od jakiegokolwiek „muszę”, że można było się obyczajowo rozleniwić. Stąd teraz ten pourlopowy niepokój. Wkrótce zmieni się w stan permanentny i przestanie być dojmujący, a nawet zauważalny, ale dziś jeszcze jest. 
Na dowód, że wracam do świata groteskowo - niezrozumiałego, coś co wywołało jednak moją radosną reakcję, nawet przy świadomości końca wakacji - dzieło hiszpańskiej staruszki, pani C. Gimenez:

Oryginał może i był nieco ładniejszy, ale za to nie tak oszałamiająco popularny jak jego odnowiona - awangardowa wersja. Miny konserwatorów, księdza proboszcza parafii w Borja i wreszcie samej zainteresowanej - bezcenne!
Z gorzko-słodkim powitaniem DB.